26 kwietnia 2017

Julian Barnes, czyli "Pedant w kuchni"


Brytyjski pisarz, autor m.in. słynnej "Papugi Flauberta", popełnił zbiór kulinarnych felietonów, w których odnosi się do swojego gotowania. Dawno nie czytałam tak lekkiej i zabawnej książki o zmaganiach kuchennych. Laureat Bookera Czytelników nawet w tak, wydawałoby się, prozaicznym temacie jak kuchnia, zaskakuje erudycją i poczuciem humoru. Panie Barnes, ma Pan angielski dystans do siebie, którego niejeden pisarz może Panu pozazdrościć!

Gotuję intuicyjnie, nie spędza mi snu z powiek rozmiar garści, kieliszka, czy szczypty. Nigdy zresztą nie zastanawiałam się ile to kawałek, ile mieści w sobie kopiasta łyżka i ile gramów powinno ważyć żółtko, jak duża jest średnia cebula. Zupełnie abstrakcyjne z mojego punktu widzenia dylematy Pedanta bardzo mnie zaintrygowały i rozbawiły. Nigdy nie patrzyłam na gotowanie z takiej perspektywy. Nigdy tragedią nie był dla mnie niedopracowany, czy niedoredagowany przepis w książce kucharskiej. Takie błędy niestety zdarzają się (ostatnio pisałam o wpadkach we "Wszystkich smakach Skandynawii"), ale nie powodują u mnie frustracji, nie mam też potrzeby konfrontowana się z autorem, choć czasem wyślę maila z uwagami do wydawnictwa.
Dla Pedanta źle opracowany przepis jest nie do przejścia. W jednym z felietonów opisuje swój upór, by skontaktować się z autorką książki, bo w przepisie zostały źle ponumerowane akapity - prawdopodobnie brakuje jednego. Autorka, po przeczytaniu przepisu, stwierdza, że jest on w porządku i że najwyraźniej błąd dotyczy numeracji, nie przepisu. Pedant i tak jest nieusatysfakcjonowany. Zła numeracja burzy jego poukładany świat.

Kolekcjoner książek kucharskich

Absurd, dystans, angielskie poczucie humoru są atutem tej książki. Pedant swoją przygodę w kuchni rozpoczął jako dorosły człowiek i być może stąd biorą się jego problemy, bo nie uczył się gotowania w domowej kuchni, a z książek, by przygotowywać posiłki swojej ukochanej żonie. 
Pedant jest kolekcjonerem książek i ułożył sobie zasady ich gromadzenia i pozbywania się ich. Z wieloma zgadzam się. Nie ma sensu kupować książek kucharskich, z których chcemy gotować m.in. w restauracjach. Autorskie tomy szefów kuchni są pięknie wydane, ale nie po to przyszliśmy do restauracji, by potem przygotować w słabej formie danie przygotowane przez profesjonalistę. Podobnie jak Pedant nie kupuję książek celebrytów, którzy nie są kucharzami, zbiorów przepisów powstałych na cele charytatywne - lepiej przekazać datek na szczytny cel zamiast kupować niepotrzebną cegłę. Pedant rozpracowuje mit "swojego rzeźnika", "zaprzyjaźnionego sprzedawcy ryb", odnosi się do perfekcyjnych fotografii w książkach kucharskich i perfekcyjnie zaprojektowanych kuchni.

Molekuły to nie jedzenie

Pedant ma kilka męczących natręctw, ale w sumie jest jednym z nas - patrzy trzeźwo i krytycznie na to, co się wyrabia w kulinariach. "Pedant w kuchni" to książka dla tych, którzy lubią gotować i dobrze zjeść. Pianka molekularna zamiast combra z sarny wywołuje w nim pusty śmiech. Barnes jest bowiem wyznawcą zasady, że jedzenie ma być jedzeniem, a nie konceptem i tego się trzyma konsekwentnie, gotując dla "Tej, dla której".

Julian Barnes "Pedant w kuchni"
Świat Książki, 2017

P.S. Dziękuję koleżance za tak miły prezent :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...