8 sierpnia 2015

Z krainy mamałygi - słów kilka o smakach Rumunii


Smacznie jedzą w Karpatach. Tyle powiem, bo staraliśmy się, w czasie dwutygodniowego pobytu w Rumunii, próbować lokalnych smaków. Nie zabrakło w naszym menu mamałygi, gęstych zup zwanych ciorbami i wielu innych lokalnych smaczków. Nie wszystko udało mi się sfotografować, ale najważniejsze, że spróbowałam i że smakowało. 

Rumuńska kuchnia jest bardzo zróżnicowana, bo łączy w sobie wiele wpływów od greckich, słowiańskich przez węgierskie po tureckie. Nie brakuje w niej smaczków francuskich, wiedeńskich, bułgarskich i serbskich. Rumuni do swojej kuchni włączyli to, co najsmaczniejsze i zaadaptowali do swoich potrzeb. Ich kuchnia jest oparta na sezonowych produktach (wiele z nich przetwarzają - kiszą, konserwują), a dania przygotowują bardzo sycące i jak dla mnie trochę ciężkie. Na zdjęciu powyżej wystój jednej z restauracji serwującej rumuńską kuchnię.

Pierwszy obiad zjedliśmy trochę w biegu w pięknej Sigisoarze. Dania dobieraliśmy pod kątem synka - niejadka. Wybraliśmy więc pulpe de pui cu ardei si mamaliga. Delikatna, duszona nóżka kurczaka w paprykowym sosie z mamałygą okazała się bardzo smaczna.


Odkryliśmy też smak rumuńskich pomidorów - soczystych, mięsistych i aromatycznych oraz tamtejszych papryk. Przeważają odmiany o długich strąkach, smakujące mniej słodko i bardziej orzeźwiająco niż popularne u nas papryki. Raczyliśmy się też rumuńskim winem.

Mieliśmy w planach zwiedzić winnice Murfatlar, ale nic z tego nie wyszło. Owszem dojechaliśmy do winnic, weszliśmy na ich teren, ale mimo oznaczeń nie mogliśmy znaleźć drogi do muzeum i do sklepu z salą degustacyjną. Krążyliśmy w upale, ale nie było nawet żywej duszy, by nas pokierować, więc rozczarowani zrezygnowaliśmy. Pozostaliśmy więc przy próbowaniu palinki - gruszkowej i śliwkowej. Przywieźliśmy też jabłkową, ale jeszcze nie otworzyliśmy. Oczywiście palinka nosi imię najsłynniejszego władcy z tamtych rejonów: Vlada Tepesa.


Rumuni są mistrzami w przetwarzania dóbr wszelakich - zamykają w słoikach chyba wszystkie dary ziemi. Ogórki, fasolka, zielone, czerwone pomidory, duże, małe, papryka krojona lub w całości, kukurydza, patisonki, czosnek, cebulki, salatki, buraczki. Przetwory na długą, karpacką zimę. 
W jednej z restauracji polecono nam talerz warzyw konserwowych jako sałatkę. Byliśmy początkowo zaskoczeni, bo podano je z kostkami lodu. Naszą faworytką została papryka nadziewana kiszoną kapustą i plasterki kiszonego buraczka.



Kupiliśmy też "zakuskę" - pieczone bakłażany z kawałkami papryki, pieczarek i czosnku. Bardzo smaczna rzecz do chleba.
Próbowaliśmy też innych rumuńskich wypieków - diabelnie słonych obwarzanków na trasie transfogarskiej, jedliśmy też precle - wybraliśmy wersję wytrawną na słono, ale obok były precle z owocami i czekoladą.


W górach Bucegi, zgłodnieliśmy w oczekiwaniu na kolejkę linową, która miała zwieźć nas na dół i kupiliśmy pieczony na węglach węgierski kurtosz. Był gorący, miękki w środku, na zewnątrz chrupki i cynamonowy. Pycha.


Objadaliśmy się kaszkawałem, serem tak typowym dla tych regionów. Zjadłam ciorbę de burta, czyli zabielaną zupę flaczkową, doprawioną czosnkiem i papryką, panowie jedli ciorbę taraneasca, czyli chłopską zupę z mięsem i warzywami. Skusiliśmy się też na jeden z przysmaków: salata de icre, ale zdecydowanie nie jest to nasz smak. To coś w rodzaju dipu z rybim kawiorem. Była też obowiązkowo moja ulubiona sałatka z pieczonych papryk - salata de ardei copti, malutkie mici z grilla, rumuńskie słodycze, wśród których prym wiódł batonik ROM w opakowaniu w kolorach rumuńskiej flagi. Przywieźliśmy ze sobą jeszcze sarmale - malutkie gołąbki.

W obleganym przez turystów i trochę cepeliowym zamku Bran (choć dość sporo naczytałam się o rumuńskiej królowej Marii, więc zwiedzałam go raczej pod jej kątem) w sklepiku z pamiątkami znalazłam mały rarytas w cenie 21 lei - rumuńską książkę kucharską po angielsku. Świetny pomysł, by sprzedawać ją właśnie w tak często odwiedzanym przez zwiedzających miejscu. Znajduje się w niej 40 przepisów na tradycyjne dania. Szkoda jedynie, że nie umieszczono przy nich rumuńskich nazw. Mi to nie przeszkadza, bo znam nazwy i potrawy, ale ktoś, kto dopiero zaczyna poznawać rumuńską kuchnię może być w kropce.




Tym, którzy lubią spędzać urlop na kempingach, a nie zawsze mają ochotę gotować, polecamy stoisko z pieczonymi kurczakami, kiełbaskami i frytkami w supermarketach Maga Image - smacznie, tanio i na wynos. 


Żałuję, że to piękne kasyno w Konstancy popada w ruinę, że nie ma w nim żadnej dobrej restauracji. Malowniczy, secesyjny budynek jest opuszczony i nie wygląda, że coś tam się zmieni w najbliższym czasie...

Rumunia to fascynujący kraj, piękny, malowniczy i wart odwiedzenia. A tamtejsze smaki też niczego sobie.

A tu parę migawek: niedźwiedzie w azylu koło Rasnova, krówki na trasie i osiołki z Transfogarskiej.



1 komentarz:

  1. Very beautiful pictures! I'm glad you likerd the holiday, even if you had some not so good experiences. There are many buildings like the casino in Constanta, wonderful and old, but left to decay because different people have different interests. I hope things will work better when you'll come again!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...