3 maja 2014

Dlaczego nie jem orzechów nerkowca




Właściwie to chyba ze smutku i niemocy. W żaden sposób nie mogę pomóc biednym robotnikom, a właściwie kobietom i dzieciom w Indiach, czy Wietnamie, zatrudnionym w przetwórniach nerkowców. Poparzone do żywego mięsa dłonie, permanentne alergie i praca za psie pieniądze – tak wyglądają kulisy przetwórstwa egzotycznych orzechów. Będziecie mieć rację, jeśli dodacie, że tak samo źle jest w szwalniach w Bangladeszu, czy fabrykach w Chinach, czy na plantacjach kawy i w kopalniach złota i diamentów w Afryce. 

Życie za paczkę orzeszków

Dlaczego więc tak poruszyła mnie historia zbieraczy nerkowców? Bo tę pracę wykonują kobiety i dzieci? Bo, żebyśmy poczuli smak nerkowca, muszą oni wydobyć orzech ze skorupki parząc sobie ręce żrącym olejem? Myślę, że przeraził mnie fakt, że życie aż tylu ludzi zależy od czegoś tak nieistotnego jak paczka orzeszków. Dla przyjemności zachodniego podniebienia ci ludzie dosłownie urabiają się po łokcie i mają z tego marne grosze. Najgorsze jest to, że zwiększony popyt na orzeszki wcale nie poprawi ich losu. Zarobią koncerny spożywcze a nie biedacy. Fair Trade? – dla mnie piękna bajka dla zamożnych Europejczyków i Amerykanów, którzy w ten sposób chcą zagłuszyć swoje poczucie winy.
Stany Zjednoczone są największym konsumentem nerkowców, ale jestem przekonana, że przeciętny zjadacz orzeszków nie wie nawet jak trudne i pracochłonne jest ich pozyskiwanie. Nie mogę wiele zrobić, by poprawić byt ludzi utrzymujących się z nerkowców, postanowiłam więc nie przykładać ręki do ich wykorzystywania. Nie wiem, czy to ma w ogóle sens. W każdym razie, po obejrzeniu dokumentu o życiu Indonezyjczyków utrzymujących się ze zbiorów nerkowca, te orzeszki stają mi  ością  w gardle. Dlatego ich nie jem i nie kupuję, choć są smaczne. 
Wolę orzechy włoskie i laskowe z ogródka mojej mamy. Wierzę w teorię lokalnego rynku – liczę ekokilometry i nie kupuję bez potrzeby egzotycznych produktów, wybieram nasze. Cieszę się, że na opakowaniach producenci mają obowiązek podawać kraj pochodzenia produktu. Zamiast chińskiego czosnku biorę nasz, nawet jeśli nie jest tak biały i kształtny jak ten z Państwa Środka.

Nawet nie orzech



Ale „retournons a nos moutons”, czyli wracając do nerkowców - to nawet nie są orzechy. Pochodzą z drzewa zwanego nanerczem zachodnim. Są nasionem schowanym w łupce wyrastającej z tzw. jabłka nanerczowego, które tworzy zgrubiała łodyga (osadnik kwiatowy). Wygląda to jak duża papryka albo gruszka z zawiniętym pazurkiem. Z owoców robi się przyjemny w smaku sok, który nie zawiera żadnych żrących substancji. Te ulokowały się właśnie w nasionku, w którym znajduje się jeden (sic!) orzech. Olej CNSL (cashew nutshell liquid/oil) ma bardzo silne działanie żrące. Żeby się go pozbyć kobiety prażą orzechy na słońcu, albo na blachach nad ogniem. Potem, za pomocą specjalnej gilotynki, rozłupują orzeszki i wydobywają je z łupinek. Muszą robić to ostrożnie, bo nie we wszystkich orzeszkach udaje się zneutralizować trujący olej. Wtedy właśnie dochodzi do poparzeń, gumowe ani bawełniane rękawiczki nie zabezpieczają wystarczająco rąk. Z reguły też człowiek z Wietnamu, czy Indii nie ma pieniędzy na rękawiczki i bandażuje palce szmatami. Często też kobiety rozłupujące orzechy są uczulone na olej nerkowca, ale nie leczą się i nie zmieniają pracy, bo nie mają innego źródła utrzymania.

Nie ma surowych nerkowców

Kolejnym etapem jest suszenie wyłuskanych orzechów na słońcu, a potem ich smażenie lub gotowanie, by w ten sposób ostatecznie pozbyć się trującego olejku. Ktoś, kto twierdzi, że je surowe orzechy nerkowca jest w błędzie! Takich nie da się bezpiecznie zjeść! Potem kobiety segregują ręcznie orzechy dzieląc je według wielkości. Cały proces pozyskiwania nerkowców odbywa się ręcznie, nie ma żadnych maszyn, pracują ludzie – najtańsza siła robocza. Orzechy skupują hurtownicy, w końcu trafiają one do fabryk spożywczych i do szeleszczących i kolorowych torebek w supermarketach. Za pięcioma – siedmioma złotymi, które trzeba dać za opakowanie, stoi mnóstwo pracy źle wynagradzanych ludzi, żyjących często w warunkach, których sobie nie możemy wyobrazić.
Da się walczyć z wiatrakami w dobie globalizacji?

[Ten post jest moją prywatną opinią. Nie jem orzechów nerkowca, bo tak zdecydowałam. Nie będę odpowiadać już na komentarze od osób, które z niewiadomych powodów uważają, że niejedzenie orzechów nerkowca powiązane jest z jedzeniem mięsa. Mięso jem, orzechów nie. Koniec kropka. Temat zamknięty. Nikogo nie zmuszam do naśladowania.]

Zdjęcia - Abhishek Jacob/Wikimedia Commons, na wolnej licencji

16 komentarzy:

  1. Oglądałam kiedys program o najgorszych pracach na świecie i właśnie jako najgorsza praca było wydobywanie orzechów nerkowca, strasznie wyglądały te poparzone ręce i jeszcze za marne grosze - dolar lub kilka za dzień pracy

    OdpowiedzUsuń
  2. Też oglądałam ten dokument. Poruszający jest fakt, że nie wiemy, ile ludzkiego cierpienia i niedoli kryje się w paczce tych orzeszków.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też staram się wybierać wszystko co jest dostępne u nas :) straszna historia z tym żrącym olejem :(

    OdpowiedzUsuń
  4. skoro to ich jedyna praca, to nie jedząc nerkowców zabierasz im możliwość zarobku.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. Możemy współczuć ludziom ale nie jedząc nerkowców wcale im nie pomożemy a wręcz przeciwnie. Powinno się szukać innego sposobu rozwiązania problemu

      Usuń
  5. dzięki za artykuł... jestem z tych co zastanawiają się nad tym jak powstaje mój obiad i najważniejszy w nim punkt to ten, który mówi mi czy ktoś przypadkiem z tego powodu nie cierpiał...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak mówią - "kropla drąży skałę". Warto więc stawić opór. Choć Dharius ma rację. Dopóki światem rządzi kasa, świata nie zmienisz. Mówią też "cudze chwalicie, swego nie znacie". Orzechy włoskie to najwartościowsze z orzechów, ale my musimy ściągać tu nerkowce, bo to takie hamerykańskie :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie o to chodzi, że to takie hamerykańskie. po prostu mają inny smak lepszy od włoskich.

      Usuń
    2. Smak to kwestia gustu. Zdecydowanie wolę orzechy włoskie od gotowanych nerkowców i nie uważam, że mają gorszy smak od nerkowców.

      Usuń
  7. Również po przeczytaniu kiedyś artykułu na onecie przestałam jeść te orzechy.Również unikam wszystkiego co zawiera kakao,a to z kolei po obejrzeniu dokumentu na kuchni tv pt Gorzki smak czekolady.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czym w takim razie zastapic orzechy nerkowca w przepisach? W szczegolnosci w slodkich deserach, w ktorych te orzechy stanowia baze? Orzechy wloskie nie sprawdzaja sie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, dla mnie to nie problem, bo orzechy nerkowca dla mnie nie istnieją, nie mam więc potrzeby przygotowywania deserów z ich dodatkiem. Jestem zwolenniczką jedzenia warzyw i owoców rosnących w mojej szerokości geograficznej, zwracam bowiem uwagę na węglowy ślad i dlatego staram się nie kupować takich rzeczy jak nerkowce.

      Usuń
  10. To, że Ty jedna a nawet sto Twoich koleżanek nie będzie jeść tych orzechów, w niczym nie zmieni życia tych robotników. Żeby to mogło nastąpić trzeba by zadziałać szerzej, zaś calkowicie rezygnować z jedzenia orzechów szkoda dla zdrowia. Poczytajcie tylko jak wiele one mają zdrowotnych właściwości: http://www.jestemfit.pl/artykuly/dieta/5-powodow-dla-ktorych-warto-jesc-orzechy Gdyby zaś stosować się do opisanych tu zasad, to nie jedlibyśmy ryżu ani nie chodzili w większości ubrań, to przykre :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż nerkowce nie są orzechami, które rosną w Polsce czy w Europie, dlatego nie używam ich w mojej diecie. Można bez nich żyć i tym samym nie przykładać ręki do wyzysku biednych ludzi.

      Usuń
    2. To ze nie zmienia zycia to jedno, a to ze nasze sumienie nie cierpi to drugie. Ja tez nie jem orzechow nerkowca - nie jem ich od dawna, nie widze potrzeby, bo jest duzo innych zdrowych przekasek. Nie wiem czy komus tym pomagam, nie jestem w stanie sie tego dowiedziec, ale moje sumienie na pewno jest czyste i moge spac spokojnie wiedzac, ze nie przylozylem reki do cierpienia. Jesli chodzi o ubrania to mozna zaczac praktykowac minimalizm - swietna sprawa. Nie kupowac duzo rzeczy, nie zagracac zycia niepotrzebnymi rzeczami, a zaczniemy doceniac wiecej rzeczy.

      Usuń

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...