29 sierpnia 2012

Sernik jagodowy


Ten sernik jest naprawdę wyjątkowy. Ma piękny kolor i świeży smak. W dodatku robi się go bez jajek, nie trzeba więc ubijać piany i przejmować się, że gdy urośnie to opadnie.
Można dodać do niego zwykłe, małe jagody, czyli borówki czarne, można też dodać borówki amerykańskie. Pierwszy rodzaj jagód da mu piękny  mocno filetowy kolor. Niestety nie miałam polskich borówek i skorzystałam z amerykańskich i mój sernik wyszedł liliowy. Sernik jest łatwy, ale wymaga czasu, bo wciąż go trzeba chłodzić, ale efekt jest naprawdę wart tych wszystkich działań.
Krzaczki jagód to krzewinki, niepozorne, ukryte w runie leśnym. Ich owoce wywołują jednak olbrzymie emocje. W Czechach na przykład polscy zbieracze jagód są niemile widziani - dyrekcja czeskiego Karkonoskiego Parku Narodowego wprowadziła ograniczenie wstępu na niektóre tereny, by uniemożliwić zbiór jagód osobom z Polski. A w tym roku w okolicach szwedzkiego miasta Gavle doszło pod koniec lipca do jagodowych zamieszek. Wzięło w nich udział 70 osób, a jedna osoba trafiła do szpitala! Tłukli się Bułgarzy, którzy przyjechali na jagody jako robotnicy sezonowi. Jagód nie ma, a jak donosił jakiś portal informacyjny sytuacja w mieście z powodu braku jagód "była bardzo napięta".
Małe jagódki a tyle emocji!


Sernik jagodowy z polewą śmietanową

Na sernik:
400 g sera białego (zmielony lub gotowy sernikowy)
200 g kwaśnej śmietanki
250 g jagód
100 g cukru pudru
2 łyżki mąki kukurydzianej
2 łyżeczki cukru wanilinowego
skórka otarta z jednej cytryny

Na spód:
200 g herbatników owsianych lub innych ciemnych
50 g gorzkiej czekolady
65 g masła

Na polewę:
200 g kwaśnej śmietany
170 g cukru pudru
2 łyżeczki żelatyny w proszku

Najpierw robimy spód na sposób amerykański, czyli kruszymy herbatniki, dodajemy czekoladę i rozpuszczone masło i wszystko mieszamy za pomocą blendera. Formę o średnicy 24 cm wykładamy papierem do pieczenia, wylewamy na dno mieszaninę i wkładamy na 10 minut do piekarnika nagrzanego do 175 stopni.
Przygotowujemy masę serową. W misce mieszamy mikserem ser, śmietanę, cukier, cukier wanilinowy i jagody. Masa musi mieć ładny fioletowy kolor.
Wyjmujemy podpieczony spód, czekamy aż przestygnie. Ostrożnie wlewamy masę serową do formy, wkładamy do piekarnika (175 stopni C) na 40-50 minut. Wyciągamy z piekarnika, studzimy i wkładamy na kilka godzin do lodówki. Najlepiej wierzch przykryć folią spożywczą, bo ser lubi chłonąć różne zapachy z lodówki.
Następnego dnia przygotowujemy polewę. Do rondelka wlewamy śmietanę, dodajemy cukier i mieszamy na małym ogniu. Gdy śmietanka się zagrzeje dodajemy żelatynę, mieszamy, żeby nie zrobiły się grudki. Wylewamy ciepłą polewę na sernik i znów chłodzimy. 







26 sierpnia 2012

Kabaczek faszerowany na sposób bliskowschodni


Przyprawy i jeszcze raz przyprawy decydują o smaku tego kabaczka. Do tej potrawy trzeba go wydrążyć dość nietypowo, bo od góry, odcinając tylko czapeczkę. Nie jest to łatwe, bo można w trakcie tej czynności  uszkodzić ściankę warzywa. Świetnie w tym przypadku sprawdza się sposób opisany przez Karolinę - zmysływkuchni twórczo wykorzystały łyżeczkę do melonów. Po raz pierwszy w życiu udało mi się wydążyć kabaczka szybko i sprawnie bez wykrzywiania łyżek i wściekania się pod nosem.
W oryginalnym przepisie kabaczek faszeruje się surowym ryżem, ale nie polecam tego sposobu, lepiej ryż najpierw obgotować - będziemy mieć pewność, że nie będzie za twardy. Przepis pochodzi z "Języka baklawy", ale został przeze mnie zmodyfikowany.

Kabaczek faszerowany(porcja na dwa duże kabaczki)
2 duże kabaczki
na farsz:
1/2 szklanki ryżu
200 gramów mielonej wołowiny
2 łyżki suszonej mięty
1 łyżeczka pieprzu mielonego
1 łyżeczka płaska cynamonu
1 łyżeczka soli
na sos
1 szklanka bulionu wołowego
5 łyżek oliwy
2 puszki pomidorów bez skórki
3-4 ząbki czosnku
Ryż gotujemy w nieosolonej wodzie (a to dlatego, że później będziemy go przyprawiać), do momentu kiedy będzie już trochę obgotowany. Nie może być za miękki, bo w kabaczku zmieni się w papkę.
Obieramy kabaczki ze skórki, odkrawamy im czapeczki, wydrążamy warzywa sprytnym sposobem, miąższ wyrzucamy.
W misce mieszamy ze sobą ryż, mięso i przyprawy. Wyrabiamy chwilę by masa zyskała jednolitą konsystencję. Nadziewamy kabaczki, czapeczki przytwierdzamy do kabaczków za pomocą wykałaczek, tak, by farsz z nich nie wydostał się. W dużym naczyniu żaroodpornym mieszamy zmiksowane pomidory, oliwę i wyciśnięty czosnek, dodajemy bulion. Wkładamy do sosu kabaczki i dusimy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez ok. godzinę. Podajemy kabaczka pokrojonego w plastry z sosem pomidorowym i greckim tzatzikiem z dużą ilością koperku. 


21 sierpnia 2012

Że żeberka?


A no żeberka. Do pogryzania i obgryzania. Wybrałam połać żeberek wieprzowych w sklepie mięsnym, zapakowałam do kosza na rowerze i popędziłam do domu, mając w pamięci zadowoloną minę pani z mięsnego, wołającej z zachwytem:  "Cudowne, cudowne, Pani spojrzy jakie cudowne żeberka. Piękniejszych nigdzie się nie znajdzie". Przyznam, że nie szukałam. Pokroiłam na kawałki, zalałam wrzątkiem i pozwoliłam im się spokojnie obgotowywać. Trwa to trochę i być może dlatego rzadko robię żeberka, a może więcej prawdy w tym, że żeberka kojarzą mi się z peerelowską kuchnią  - wygotowane, mdłe i tłuste z kapustą. A tego nie lubię, choć przyznam, że nigdy nie jadałam takich żeberek. Raz ktoś poczęstował mnie żeberkami w ostrej marynacie z grilla i były przepyszne. Żeberka według przedstawionego tu przepisu mają smak pomarańczowo-pomidorowy zaostrzony chili. Nie czuć żadnej tłuściny.

Żeberka wieprzowe w marynacie pomarańczowo-pomidorowej

1 kg żeberek
1 pęczek szczypiorku
4 łyżki przecieru pomidorowego
1 większa papryczka chili
2 pomarańcze
kawałek świeżego imbiru
2 łyżki ciemnego sosu sojowego
4 łyżki oliwy
2 łyżeczki miodu
sól, pieprz
Żeberka pokroić na kawałki wzdłuż kości, opłukać, wrzucić na wrzątek przyprawiony solą i pieprzem. Gotować około godziny aż żeberka zmiękną.
Pomarańcze sparzyć wrzątkiem, z jednej otrzeć skórkę, z obu wycisnąć sok do dużej miski. Dodać do tego przecier pomidorowy, sos sojowy, oliwę, otartą skórkę, miód, zetrzeć na tarce łyżkę imbiru. Posiekać drobno chili, dodać do sosu. Wszystko wymieszać i odstawić w chłodne miejsce. Ugotowane żeberka wyjąć z wody i gorące przełożyć do marynaty. Wstawić do lodówki na kilka godzin, by przeszły smakiem sosu. Ułożyć je blasze, polać pozostałą marynatą i zapiekać w gorącym piekarniku (200 stopni Celsjusza). Gotowe posypać siekanym szczypiorkiem. 


19 sierpnia 2012

Tarte tatin rumowa


Klasyk nad klasykami, czyli tarte tatin jabłkowa, wzbogacona rumowym karmelem, w sam raz na zakończenie przyjemnego, słonecznego, leniwego popołudnia. Zawsze, gdy robiłam tatin uciekał mi sos karmelowy, bo nigdy nie miałam szczelnej foremki bez wyciąganego dna. W końcu kupiłam niewielką, okrągłą formę o średnicy 22 cm z grubym dnem i mogę robić tarte tatin kiedy tylko przyjdzie mi ochota.
Tartę przykrywam ciastem kruchym, bo ciasto francuskie w zestawieniu z sosem karmelowym wydaje mi się za tłuste, a gdy nasiąknie sosem ma gumowatą konsystencję, która mi nie odpowiada. Karmel zrobiłam na rumie i ma bardzo ciekawy aromat.

Tarte tatin

Ciasto:
2 szklanki mąki
pół kostki masła
pół łyżeczki proszku do pieczenia
jajko

6-7 jabłek
100 gramów cukru
50 ml białego rumu
50 gramów masła
Nagrzewam piekarnik do 180 stopni. Z podanych składników zagniatam szybko ciasto - siekam masło z mąką, proszkiem, dodaję jajko. Wkładam ciasto na pół godziny do lodówki. Ta porcja wystarczy na dwie tarty.
Obieram jabłka, przekrawam na pół, wykrawam gniazda nasienne. Formę do tarty stawiam na ogniu, wsypuję cukier, podlewam rumem, czekam aż powstanie złoty karmel. Wrzucam jabłka, mieszam je w karmelu, dodaję masło pokrojone na kawałeczki. Zestawiam formę z ognia i przykrywam rozwałkowaną połową ciasta. Nakłuwam widelcem, wkładam całość na 35 minut do piekarnika. Kiedy wierzch ciasta się zezłoci zakładam grube rękawica, by nie poparzyć się wrzącym karmelem, przykrywam formę talerzem i odwracam szybkim ruchem. Gotowe. Można podawać ciepła tarte tatin z lodami waniliowymi, ale dla mnie to ciasto jest tak słodkie, że nie potrzebuje żadnych dodatków prócz kilku listków mięty cytrusowej.


16 sierpnia 2012

Kurczak w curry - język nie zawsze prawdę ci powie


Pod wpływem "Języka baklawy" przypomniało mi się danie, które w moim prywatnym rankingu kulinarnym nazywam daniem jednoczącym, czyli takim, które smakuje wszystkim, jest chętnie zjadane w dużym gronie, może być też daniem popisowym lub "specialite de la maison" i bywa wspominane i kojarzone z osobą, która je przygotowała. Taki jest właśnie kurczak w curry - prosty, ale zjawiskowy. Do towarzystwa potrzebuje dobrego ryżu i być może chlebka naan, ewentualnie sklepowej pity.
Tym daniem przyjmował swoich gości mój bardzo dawny szef-kaskader. Swoją drogą na co dzień nie gotował, umiał przygotować dwa dania na krzyż, ale właśnie takimi kulinarnymi wystąpieniami wyrobił sobie miano świetnego kucharza i smakosza. Nie ma jak męska autopromocja:)
Najpierw o kurczaku (poulet au curry) nasłuchałam się na długo zanim go spróbowałam. Francuzi w dość specyficzny sposób wymawiają słowa obce i curry w wydaniu szefa brzmiało jak curéczyli proboszcz. Bardzo byłam ciekawa proboszczowego kurczaka. Kiedy zobaczyłam danie popłakałam się ze śmiechu, do dziś śmieję się, gdy je przyrządzam.

Kurczak w curry (godny stołu proboszcza)
4 piersi z kurczaka
1 cebula
3-4 ząbki czosnku
5 łyżek curry
sól, pieprz
papryczka chili opcjonalnie
1/2 litra bulionu drobiowego
Cebulę i czosnek oraz chili drobno siekamy. Wrzucamy na rozgrzaną na patelni oliwę, podsmażamy, ale nie za długo, by czosnek nie zrobił się gorzki. Piersi kurczaka kroimy w kostkę, wrzucamy na patelnię, całość przyprawiamy solą, pieprzem i najważniejszym: curry, smażymy chwilę, podlewamy bulionem i dusimy jeszcze przez 10 minut. Podajemy z ryżem i chlebkiem naan.



15 sierpnia 2012

Język baklawy



Czyja jest baklawa? Turecka, grecka, bułgarska, a może ormiańska lub jordańska? Baklawa to specjalność Ayi, cioci narratorki "Języka baklawy" (Diana Abu-Jaber, Wydawnictwo Czarne). Warstwy z ciasta filo przekłada prażonymi, pęczniejącymi pistacjami, później całość słodzi i perfumuje, niczym niemowlę, attarem z drobinami skórki pomarańczowej i wodą różaną. "W tej woni zamknięte są tajemnice czasu, utraty i żalu, ale też obietnice podróży i odrodzenia. Baklawa jest jak poemat o bogactwach kultur wschodu". Nie należy do żadnego państwa lub należy do wszystkich, w których się ją przygotowuje. 
Właśnie o spotkaniu kultur, religii, sposobów na życie, mentalności jest książka Diany Abu-Jaber. Autorka opisuje w niej swoją amerykańsko-jordańską rodzinę, której głową jest jej ociec Bud. Pochodzi z beduińskiej rodziny, szalony, zapalczywy, krewki ożenił się ze spokojną i zrównoważoną Amerykanką. Diana i jej siostry obserwują jego zmagania z Ameryką - ojciec tęskni za rodzinną Jordanią, a jedynym sposobem na przeżycie w nowym kraju jest gotowanie. Przygotowuje więc pachnący przyprawami ryż, jagnięce kebaby, ciastka sambusik, beduiński mansaf leben, knafeh, hummus, maqlubę, baba ghanudż. Pod egzotycznymi nazwami kryją się potrawy z jagnięciny, ryżu, cukinii, papryki, bakłażanów, kuskusa przyprawione czosnkiem, ostrą papryką i wonnymi korzeniami. Potrawy, które rozgrzewają serca i gromadzą liczną rodzinę przy stole, czasem trafią się przy nim też Amerykanie. Na tle jordańskiej rodziny wypadają jednak blado i wymoczkowato. Kto by chciał jeść pudding z torebki, gdy na stole króluje pachnąca baklawa?
Diana, porządna arabska dziewczyna, jak ją chce widzieć ojciec, jest Amerykanką, akceptuje swoje jordańskie dziedzictwo, ale to nie dom w Ammanie jest jej rodzinnym. Podwójne korzenie są dla niej czym naturalnym. Ojcu pogodzenie się z nową, wybraną ojczyzną zajmuje całe życie. 
Sympatyczna, smaczna powieść, przetykana pysznymi przepisami (brakuje ich spisu niestety) obala stereotypy i uprzedzenia. Po zamachach na WTC w mediach dominuje obraz Araba-terrorysty. Diana Abu-Jaber  pokazuje ludzi, chcących zwyczajnie żyć, w zgodzie ze swoim dziedzictwem, ale i w poszanowaniu tradycji kraju, który wybrali na swoją nową ojczyznę. Językiem porozumienia może stać się właśnie kuchnia - pachnąca, bogata i pełna smaków. "Język baklawy" czyta się dobrze, przepisy nie rażą sztucznością, bo naturalnie wkomponowują się w narrację. Polecam nie tylko miłośnikom bliskowschodniej kuchni. Potrawy, jedzenie, dzielenie się nim w Jordanii mają rozmach. Nikt głodny od stołu nie odejdzie. I te smaki, zapachy... Jest się głodnym przy czytaniu tej książki, a to chyba najlepsza recenzja :).



Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...