15 maja 2012

Operacja jadalny balkon rozpoczęta


Na razie wysiane zostały dwa rodzaje sałaty (czerwona pierzasta i zielona masłowa), groszek cukrowy, dynie. Posadzone zioła bazylia, mięta pieprzowa, tymianek, lawenda, oregano. W kolejce czeka mięta imbirowa i pomarańczowa. Noszę się z zakupem krzaczków pomidorków koktajlowych i hodowlą ziemniaka w workach.
Na więcej nie mam miejsca :(


Żeby nie było, że na balkonie same warzywa i rower posialiśmy z małym amatorem ogrodnictwa pachnącą maciejkę. Pochwalimy się, gdy siewki będą już większe.


Magiczna Hala Targowa

Wnętrze Hali Targowej przy ul. Piaskowej i jej charakterystyczna żelbetowa konstrukcja


Kto nie lubi tradycyjnych targowisk, gdzie można z bliska obejrzeć oferowany towar, porozmawiać ze sprzedawcą? No kto? Swojego czasu targowiska we Wrocławiu miały się bardzo dobrze, ale przestały pasować do wizerunku miasta XXI wieku, bo przecież lepiej wyglądają luksusowe delikatesy z parmezanem za 150 zł za kilogram, holenderskimi truskawkami, wyszukaną chirimoyą, egipskimi ziemniakami niż lada z sezonowymi owocami i warzywami, tak banalnymi jak szara reneta, gruszki klapsy, czy nieciekawy ogórek gruntowy.
Hala Targowa

Na placyku targowym, który już nie istnieje, a znajdował się koło mojego domu, jesienią uśmiechnięta właścicielka zamieniała swoje warzywne stoisko w leśne królestwo grzybów, obok pan sprzedawał pachnące jabłka, a dalej na drewnianych ladach rozkładali się działkowicze ze swoimi plonami. Było, minęło. Teraz tam stoją kolejne delikatesy, a mieszkańcy wzdychają tęsknie za targowiskiem.

Przekupka - płaskorzeźba na fasadzie

Ostoją dawnego handlu była dla mnie Hala Targowa przy ul. Piaskowej. Wybudowana w niemieckim Breslau na początku wieku, nowoczesnej, jak na tamten czas, żelbetowej konstrukcji, nie ucierpiała zbytnio podczas wojny i od zawsze pełni funkcję handlową. Majestatyczny budynek z czerwonej cegły dla wrocławian jest symbolem zapachów, kolorów i smaków nigdzie indziej nieosiągalnych. W szarych latach 80. ubiegłego wieku można tam było kupić towary rzadkie i nie do dostania w zwykłych sklepach - egzotyczne owoce, czekoladę, kawę. Zwiezione przez drobnych kupców z "Enerefu" kosztowały słono, ale z okazji świąt czy innych okazji nikt nie oglądał się na koszty i maszerował na halę. Funkcjonowała bardzo dobrze. Niestety w nowych czasach to miejsce podupada coraz bardziej i nie ma już nic ze swojej magii. A szkoda, bo choć budynek piękny i zabytkowy to zarządca - PSS Społem w ogóle o niego nie dba. Nie potrafią też zadbać o klientów sprzedawcy rodem z poprzedniej epoki ani wykorzystać potencjału tego miejsca zarówno handlowego, jak też turystycznego.
Gdy byłam w Barcelonie odwiedziłam prawie wszystkie hale targowe w mieście - od najsłynniejszej La Boqueria po mniej znane i ukryte w zakamarkach miasta, ale równie ciekawe i nie byłam jedyną turystką zwiedzającą miasto szlakiem targów i targowisk.
Zastanawiam się, czy kiedyś wrócą do Polski  targi z prawdziwego zdarzenia - w jednym dniu tygodnia w centrum miasta pojawiać się będą prawdziwe kramy spożywcze. Tak jest w Rzymie, w Paryżu, w Madrycie i w małych miasteczkach. Czwartek a może sobota - dzień targowy - chciałabym tak mówić i zabierać wielki koszyk na sprawunki.

6 maja 2012

Ciasto z rabarbarem



Rośnie puchate jak drożdżowe a nie ma w nim ani grama drożdży. Za to jest maślanka, rabarbar i kruszonka. Ochrzczony przez dzieci nazwą rabarbarecznik. Mój mały amator wypieków czekoladowych, który ciast z owocami nie lubi nie wzgardził kawałkiem, choć rabarbar skutecznie wypluł. Pocieszam się, że dorośnie do tego smaku.
Po rabarbar wybrałam się na Halę Targową, kiedyś magiczne miejsce Wrocławia - w szarym świecie ubiegłej epoki czarowało kolorami i egzotyką. Sreberka i celofany niemieckich czekolad z okienkiem, przez które wyglądały wielkie orzechy, najbardziej egzotyczne, jak na tamte czasy, owoce - świeże ananasy, awokado z błyszczącą skórką, watowane truskawki w środku zimy, olbrzymie pomarańczowe (nie kubańskie) pomarańcze... Smaki, zapachy, kolory... Dawno tam nie byłam, więc trochę się rozczarowałam. Stoisk z warzywami jest dużo mniej, ceny z kosmosu, sprzedawcy niesympatyczni -  pokrzykują, żeby nie dotykać, nie wybierać. Byłam po południu i na stoiskach leżała zwiędła botwina, koperek, podsuszone szparagi. Był piątek, ale jeśli myślicie, że po południu na Hali Targowej zwiędłe warzywa przecenia się, to jesteście w błędzie. Kupiłam ostatni pęczek rabarbaru, jedyny na całej Hali - niezbyt piękny, podsuszony i trochę podłamany, ale do ciasta się nada. Sprzedawca nawet nie zaproponował, że za towar gorszej jakości policzy mniej...
Rozumiem, że w czasach supermarketów trudno utrzymać się z handlu warzywami, ale gdyby postawić na jakość, a Halę wyrwać z marazmu, rozleklamować i zamienić w modne miejsce na zakupy? Myślę, że wiele osób skorzystałoby z takiej oferty, ale sprzedawcy powinni zmienić cwaniaczkowate podejście do klientów.
Przykład pierwszy z brzegu: potrzebowałam starych ziemniaków do zapiekanki. Poprosiłam o dwa kilo, pani zważyła, skasowała, gdy nagle pojawił się właściciel stoiska i panią zaczął strofować: "Jeszcze nie wyrzuciłaś starych ziemniaków? Ile razy mam mówić, że teraz sprzedajemy młode! Na starych się nie zarabia!" I to wszystko przy mnie, klientce. Terror młodych ziemniaków to klasyka Hali Targowej - wywindowane ceny za młode ziemniaczki na wszystkich stoiskach, a starych nie dostanie się nigdzie. Ceny spadają, gdy młode ziemniaki pojawią się w supermarketach.
Nie lubię takiego zachowania, w dodatku nawet bankomatu tam nie ma, a najbliższy jest bardzo daleko. Rozumiem, że nie opłaca się instalować terminale do zapłaty kartą na każdym stoisku, ale bankomat to dziś standard. Po tej dość gorzkiej wizycie na Hali upiekłam pyszne ciasto rabarbarowe.

Ciasto z rabarbarem 
0,5 kg rabarbaru
2,5 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
szklanka maślanki
3 jajka
pół szklanki oleju
1 cukier wanilinowy
kruszonka
100 gramów masła
80 gramów mąki
80 gramów cukru
troszkę soli
Rabarbar umyć, pokroić w plasterki zasypać 2-3 łyżeczkami cukru, by puścił sok. W misce zmiksować jajka z cukrem, cukrem wanilinowym, maślanką olejem, dodać mąkę, proszek do pieczenia. Całość wyłożyć na blaszkę (26x30 cm) wyłożoną papierem do pieczenia. Posypać rabarbarem i przygotowaną kruszonką (w misce łączymy ze sobą masło, mąkę, cukier i odrobinę soli, kruszymy w palcach). Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 175 stopni Celsjusza. Pieczemy ok. 50 minut.
P.S. Wrzucę niebawem zdjęcia z Hali, żebyście mogli ocenić jak można zmarnować potencjał wspaniałego miejsca.

Proponuję jeszcze proste jak skandynawski dizajn szwedzkie ciasto rabarbarowe rabarberkaka

2 maja 2012

Focaccia


Zauważyliście, że focacci zwykle nie ma w pięknych, kolorowych książkach poświęconych kuchni włoskiej. Jest pizza, są makarony, lasagne, a prosta, zwykła foccacia rzadko znajduje swoje miejsce między specjałami z Półwyspu Apenińskiego. Podobno najbardziej popularna jest w Ligurii, ale kto to tam wie. Już starożytni Rzymianie przygotowywali swój panis focacius, nauczyli się tego może od Greków, a może od Etrusków. Piekli chlebek na węglach w palenisku posypany solą morską, skropiony oliwą i w wykwintnej wersji doprawiony ziołami. Focus po łacinie to ogień, palenisko i także miejsce, gdzie skupia się życie domu.
Focaccia ma swoje wersje w całym basenie Morza Śródziemnego - we francuskiej Prowansji i Lagwedocji oraz Katalonii to fogassa, w Burgundii nazywają ją foisse lub fouaisse, a w innych częściach Francji fogasse. Kastylijskojęzyczni Hiszpanie zwą ją hogaza.
Prosty chlebek ma nie tylko wiele nazw, ale też wariantów - może występować z suszonymi lub świeżymi pomidorami, z serem, cebulą, cukinią, mięsem, ziemniakami, z ziołami i gruboziarnistą solą, oliwkami. Bywa też słodka focaccia z rodzynkami i miodem, albo posypana cukrem. Jej charakterystyczną cechą jest nierówna, pełna dołków powierzchnia.
Zwykle podaje się focaccię na ciepło, przed posiłkiem, by zaspokoić pierwszy głód. Można ją też jeść na zimno: moja -  zapakowana w folię aluminiową pojechała na piknik. Ten zapach tymianku, oliwek, kryształki grubej soli na języku... Żałuję, że upiekłam tylko jedną, w dodatku w tej temperaturze drożdże rosną jak marzenie.



Focaccia z oliwkami, solą i tymiankiem
250 gramów mąki
10 g drożdży
150 ml ciepłej wody
łyżeczka soli
oliwa z oliwek
garść dowolnych oliwek
gruboziarnista sól morska
zioła: rozmaryn lub tymianek
Drożdże rozkruszamy do garnuszka, mieszamy z 60 ml ciepłej wody, dodajemy pół łyżeczki cukru i 2-3 łyżki mąki. Mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce, by zaczyn podrósł.
W misce mieszamy resztę mąki z łyżeczką soli, dodajemy łyżkę oliwy z oliwek, zaczyn i resztę wody. Mieszamy i formujemy kulę. Przekładamy ją na stolnicę i wyrabiamy aż ciasto będzie elastyczne. Kropimy je oliwą i rozwałkowujemy na placek. Przekładamy do blaszki o wymiarach 26x30 cm, przykrywamy ściereczką i zostawiamy na 1,5 godziny do wyrośnięcia.
Kroimy oliwki na plasterki, mieszamy z ziołami i dwiema łyżkami oliwy. Kiedy ciasto wyrośnie wykładamy oliwki - wciskamy je palcem w ciasto, tak, by znajdowały się w dołkach, posypujemy solą gruboziarnistą i znów odstawiamy do wyrośnięcia na około godzinę.
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 220 stopni przez około 15-20 minut aż focaccia będzie złota. Kropimy oliwą i podajemy.


Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...