8 września 2009

Smaki Wenecji



"Tysiąc dni w Wenecji" Marleny de Blasi (Wydawnictwo Literackie) przeczytałam już wczoraj. Beletryzowana biografia autorki bardzo mnie zaskoczyła. Bohaterka, kobieta dojrzała i po przejściach poznaje przypadkiem wenecjanina, który stracił dla niej zupełnie głowę. Ona nieufna i doświadczona przygląda mu się z dystansem i choć w końcu decyduje się na przeprowadzkę z Ameryki do Włoch, nie robi tego bez zastanowienia, na fali emocji. Jej wybranek nie jest Don Juanem - smutny urzędnik bankowy o pomarszczonych kolanach i chudych nogach budzi w niej raczej czułość, a nie pożądanie. Fernando jest ujmującym romantykiem i to właśnie sprawia, że pragmatyczna Amerykanka postanawia spędzić z nim resztę życia. Likwiduje swoją restaurację, sprzedaje dom i wyrusza do kraju Dantego. Nie zachwyca się każdym pomidorem, cegłą, czy gondolą Serenissimy. Przyjmuje to miasto z jego trudnym i niedostępnym dla ludzi z zewnątrz charakterem. Nie jest łatwo żyć z Włochem we Włoszech. Przysłowiowa włoska spontaniczność nie dotyczy wenecjan. Przyjezdnych trzymają na dystans, nie pozwalają się do siebie zbliżyć, nie są kordialni, ani otwarci. Woda stwarza dystans, który niełatwo przepłynąć. Marlena nie poddaje się, szuka dla siebie miejsca. A nie jest to łatwe, bo nawet jej talent kucharski i umiejętności, które były dla niej kiedyś sposobem na życie, budzą w jej mężu zakłopotanie.
Włoch uważa, że nie wypada aż tak dobrze jeść i krytykuje starania Marleny.
Zadziwiła mnie ta książka, bo nie jest pełna pustych zachwytów nad urokami Europy, nie ma tu bezrefleksyjnej i bezkrytycznej bohaterki. Autorka opowiada historię niełatwej adaptacji do nowego środowiska. Pokazuje, że brak wspólnego kontekstu kulturowego czasem jest barierą nie do pokonania. Na szczęście zakochanym ludziom łatwiej znaleźć wspólny język. Późne uczucie rozkwita bez rywalizacji, nie niszczą go ambicje partnerów, a doświadczenie życiowe obojga pozwala docenić miłość, która połączyła ich w dojrzałym wieku.
I co najciekawsze droga do serca partnera nie widzie w tym przypadku przez żołądek. Marlena gotuje, ale najpierw robi to dla siebie, bo Fernando nie jest wrażliwy na jedzenie. Dopiero z czasem odkrywa uroki stołu i zaczyna zmieniać swoje życie, upływające do tej pory w wilgotnej i zagrzybiałej Wenecji. Powiew z Nowego Świata obudził w nim radość i smakowanie każdej chwili. Opuszczają miasto by zamieszkać w Toskanii. (Niebawem wyjdzie "Tysiąc dni w Toskanii").
W książce znajdziemy przepisy na dania, które Marlena przygotowywała dla Fernanda: zapiekankę z porów, sos orzechowy, smażone kwiaty cukinii, chlebek ziemniaczany, zapiekaną dynię i wiele, wiele innych. Wszystkie mają amerykańskie pochodzenie, ale brzmią smakowicie. Może skuszę się i wypróbuję.


3 komentarze:

  1. Lubie takie ksiazki. Pamietam, ze tak sie zachwycilam kiedys "Pod sloncem Toskanii" Frances Mayes, ze przygotowalam nawet kilka potraw, ktore prezentowala w swojej ksiazce. Byly pyszne :)

    Ja wlasnie czytam ksiazke "Winnica w Toskanii" Ferenca Mate. I juz zamowilam kolejna z tej serii "Wzgorza Toskanii" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coraz wieksza mam ochote by przeczytac te ksiazke :) Niestety nadal wypozyczona... Obecnie - jak przedmowczyni - tez zachwycam sie Wzgorzami i Winnica Ferenca Mate; uwielbiam te klimaty :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ksiazka ostatecznie zamowiona, za kilka dni powinnam ja dostac :) Przyznaje, ze juz nie moge sie doczekac... Pozostale czesci tez zamowione :)

    Raz jeszcze dziekuje za Twoje ksiazkowe notki! Bardzo je lubie :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...