19 lipca 2009

Piknik


"W spiżarni były zimne naleśniki z mięsem i kiełbasa, i zimne kartofle. Zrobiłam też całą górę kanapek z serem. Wszystko to włożyłam do kosza. Mamusia przyniosła mi jeszcze dziesięć świeżo upieczonych bułeczek i dużą butelkę mleka.Potem pobiegłam do Anny. Ona też miała pełen koszyk jedzenia. Miała siekane kotlety i wędzonkę, i cały bochenek chleba, i zupę jagodową w butelce, i sześć kawałków budyniu ryżowego. Gdy wróciłyśmy do kryjówki zbójeckiej, rozłożyłyśmy na trawie całe jedzenie." (Astrid Lindgren "Dzieci z Bullerbyn")

Jakże zazdrościłam dzieciom z Bullerbyn pikników. Jeść na dworze? W dodatku potrawy na ZIMNO? To było nie do pomyślenia w mojej rodzinie. I choć nic teoretycznie nie stało na przeszkodzie, żeby chociaż jeść w ogrodzie, albo na olbrzymim balkonie, to nie było takiej tradycji w rodzinie i koniec. Obiad musiał być dwudaniowy z deserem i kompotem i gorący, nawet w największe upały. Od tych reguł nie było wyjątków ani odstępstw. Koniec kropka. Tak zadecydował dziadek i trzeba było się podporządkować. Bez szemrania.
W dzieciństwie mieszkałam w olbrzymim poniemieckim domu, gdzie meble ogrodowe po poprzednich właścicielach -rodzinie z dwójką małych dzieci, która zajmowała się handlem zbożem - zostały upchnięte na strychu. Wyobrażałam sobie ich, gdy siedzieli roześmiani w wiklinowych fotelach, przy okrągłym stoliku i pod bzami zajadali golonkę, popijając ją piwem. Dzieci też. Jako dziecko niewiele wiedziałam o świecie. Dziadek mówił, że Niemcy jedzą tłustą golonkę i żłopią piwsko. Ten okropny obraz jakoś nie odbierał tej wyimaginowanej rodzinie radości życia. Tłusta golonka i piwsko, nawet jeśli obrzydliwe, smakowały wyśmienicie na świeżym powietrzu.

Zmieniłam rodzinną tradycję i piknikujemy. Zabieramy jedzonko do plecaka, wsiadamy na rowery i jedziemy na zieloną trawkę. Dzieci uwielbiają takie wypady, jedzenie na zimno, paluchami bez siedzenia przy stole. Ja też lubię. Nasz wczorajszy piknik na trzy osoby składał się z empanadas wg. przepisu Liski na przystawkę. Daniem głównym były nóżki kurczaka w słodkiej papryce i czosnku z małosolniakami własnej produkcji. Na deser były muffinki marchewkowo-bananowe i owoce. Do picia woda mineralna.

Muffiny marchewkowo-bananowe

Składniki:
60 g masła
180 g mąki
100 g cukru
cukier waniliowy
pół łyżeczki cynamonu
łyżeczka proszku do pieczenia
pół łyżeczko sody oczyszczonej
sól
2 jajka
50 g śmietany
2 średnie marchewki
mały banan

Piekarnik nagrzać do 180 stopni Celsjusza. Wysmarować masłem formę do muffinek, oprószyć mąką. Rozpuścić w rondelku masło. Połączyć suche składniki: mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cynamon, cukier i cukier waniliowy.
Jajka wymieszać ze śmietaną, dodac ostudzone masło. Wymieszać składniki suche z mokrymi. Dodać starte marchewki i rozgnieciony banan. Wymieszać. Nakładać ciasto do foremek, do 3/4 wysokości. Piec ok. 30 minut.

18 lipca 2009

Porzeczkowe krople



Kwaskowate porzeczki nie należą do zbyt popularnych owoców. Pięknie wyglądają na krzaczkach - na delikatnych szypułkach drżą czerwone, półprzezroczyste kropelki.
Gdy byłam mała babcia wysyłała mnie z litrowym garnkiem po porzeczki. Nienawidziłam tego. "Skoro chce jeść to kwaśne ciasto. Niech sama sobie zbiera porzeczki" - burczałam pod nosem, ale nigdy nie miałam odwagi powiedzieć tego babci wprost. Teraz tęsknię za porzeczkami prosto z krzaczka. W babci ogrodzie zachowały się wielkojagodowe poniemieckie odmiany. Przycinane regularnie przez dziadka owocowały obficie. Kiedy dziadka zabrakło zdziczały.
Żadne z kupnych porzeczek nie mają tamtego kwaskowato-słodkiego smaku i tak jędrnych jagód.
Babcia z porzeczek nie robiła ani dżemów, ani konfitur, ani win. Piekła za to pyszne ciasto porzeczkowo-bezowe.

Ciasto porzeczkowo-bezowe

Składniki
Ciasto:
250 g mąki,
2 żółtka
100 g cukru
250 g masła
cukier waniliowy

Beza porzeczkowa:
3 białka
150 g cukru pudru
sól
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1/2 kg czerwonych porzeczek
50 g migdałów
2 łyżki bułki tartej

Zagniatamy kruche ciasto: mąkę z tłuszczem siekamy nożem, dodajemy żółtka, cukier i cukier waniliowy. Formujemy kulę. Chłodzimy w lodówce przez pół godziny. Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni Celsjusza.
W międzyczasie ubijamy białka z cukrem i szczyptą soli na sztywno, dodajemy mąkę ziemniaczaną. Delikatnie mieszamy.
Ciasto rozwałkowujemy, wykładamy nim średniej wielkości tortownicę lub formę do tarty. Podpiekamy w gorącym piekarniku ok. 15 minut. Wyjmujemy ciasto, zmniejszamy temperaturę do 190 stopni. Na podpieczone ciasto wysypujemy bułkę tartą i migdały. Na obrane i umyte porzeczki wykładamy pianę, delikatnie mieszamy. Wykładamy na ciasto. Całość pieczemy około 20 minut. Obserwujemy bezę, żeby za bardzo nie zbrązowiała.

16 lipca 2009

Tarta z cukinią


Pojeździła ta cukinia z nami po Polsce - z Pomorza Zachodniego na Dolny Śląsk. Czy zyskała na smaku? Czy nabyła nowych aromatów? Jeśli tak, to z pewnością nie są to zapachy dojrzałych na słońcu warzyw, lecz podróżujących w bagażniku samochodowym. Na szczęście w deszczowy czas.
Przełożyłam cukinki, nazywane pieszczotliwie z francuska kurżetkami, na blat nie wiedząc co z nimi zrobić. Przypałętała się jeszcze czerwona papryka i młoda cebula. Poczułam się jak Pomysłowy Dobromir, z dziecięcej kreskówki sprzed lat: tarta z cukinią - wykrzyknęłam.

Tarta z cukinią

Składniki:
3-4 małe cukinie
1 cebula
1 papryka
200g tartego żółtego sera
1 jajko
1 duży jogurt naturalny
opakowanie mrożonego ciasta francuskiego
sól, pieprz, zioła prowansalskie

Ciasto wyciągamy z zamrażalnika i traktujemy jak zaleca producent. Wykładamy nim wytłuszczoną formę do tarty, podpiekamy przez 15 minut w piekarniku rozgrzanym do 220 stopni Celsjusza.
Cukinie kroimy w plasterki, w paski cebulę i paprykę. Podsmażamy lekko na oliwie i przyprawiamy ziołami Prowansji. Wykładamy warzywa na podpieczony spód, zalewamy mieszanką jogurtu, jajka, żółtego sera, soli, pieprzu. Całość wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni. Pieczemy ok. 30 minut.

Ya esta! Podemos consumar!

Kulinarne okazje




Wpadłam wczoraj na chwileczkę do księgarni taniej książki i wyniosłam z niej triumfalnie trzy książeczki kulinarne z kolekcji "Rzeczypospolitej". Z kuchni światowej wybrałam dwie, które znam i lubię: kuchnię hiszpańską i portugalską. Kupiłam też kuchnię rosyjską, bo zawsze chciałam zrobić prawdziwe pielmieni i uchę. Książki były w okazyjnej cenie - przecenione z 19,90 zł na 7 zł. Nie mogłam się oprzeć.
To dość ładnie wydane albumy, ale jak dla mnie przepisy, a właściwie składniki potraw, mogłyby być wydrukowane większą czcionką i uszeregowane w pionowych słupkach, a nie w poziomych. To oczywiście kwestia gustu, ale tak zapisane receptury lepiej mi się czyta.
Każdy tom ma niebywale ciekawy wstęp, choć oczywiście mam zastrzeżenia, bo np. tekst o herbaciarniach lizbońskich ilustruje ogródek kawiarni Brasileira na Chiado w Lizbonie, znanej z pomnika Fernanda Pessoi. To oczywiście detale, które w tym wypadku jestem w stanie wychwycić, ale nie zrobię tego sięgając po kuchnię bardziej egzotyczną jak tajska, karaibska, czy wietnamska.
Trzeba jednak przyznać, że z dużą ciekawością przeczytałam o tradycjach kulinarnych wybranych przeze mnie kuchni narodowych, o ich zwyczajach, smakołykach i najbardziej charakterystycznych produktach.
Ponoć zamieszczone w nich przepisy są trzykrotnie sprawdzone podczas słynnych testów kulinarnych "Autralian Women's Weekly". Nie jestem w stanie tego zweryfikować, wierzę na słowo wydawcy. Książki z serii "Podróże kulinarne", jak na książki dodawane do gazety, mają zupełnie przyzwoity poziom.

Informacja dla wrocławianek: księgarnia taniej książki przy ul. Ruskiej

13 lipca 2009

Bób stary, jak ludzkość


Zielone nasiona wyłuskiwane z beżowo-szarej skórki kojarzą mi się z wakacjami u dziadków. Bób z masełkiem jadło się na kolację, odganiając komary. Palcami, maczając w soli. To było danie proste i syte, a nam dzieciom dawało mnóstwo radości.
Nawet nie wiedziałam, ze bób właściwy (Vicia faba L.) rośnie dziko w północnej Afryce i Iranie, że uprawiano go w starożytnym Egipcie, jako pokarm dla umarłych, że zajadali się nim Rzymianie i Chińczycy.

Kiedy przychodzi czas na bób sięgam po przepis z mojej ulubionej greckiej kuchni i robię z niego sałatkę. I choć trzeba każde ziarenko pozbawić łupki, to warto, bo smak wyśmienity.

Sałatka z bobu
salata me koukia

Składniki:
ok. 1 kg młodego bobu
1 pęczek zielonej cebulki
2 łyżki siekanego koperku
150 g sera feta
2 jajka na twardo
1 ząbek czosnku
skórka otarta z 1 cytryny
2 łyżki soku z cytryny
6 łyżek oliwy
sól, pieprz
1/2 łyżeczki cukru

Bób gotuję na miękko, obieram z łupek. Polewam dressingiem z oliwy, skórki cytrynowej, soku z cytryny, zmiażdżonego czosnku, cukru, soli i pieprzu. Dodaję łyżkę koperku i posiekaną cebulkę oraz pokrojoną w kosteczki fetę. Mieszam delikatnie. Dekoruję jajkami na twardo pokrojonymi w ćwiartki.
Do sałatki podaje się ćwiartki cytryn i jogurt.

12 lipca 2009

Greckie wspomnienia


Nie lubię zapychać się chlebem, ale bywa, że piekę go w domu. W maszynie lub w piekarniku. Kombinuję wtedy ze składnikami - dodaję pestki, zioła, otręby, próbuję różnych rodzajów mąki.
Jeden z moich ulubionych to grecki chleb z oliwkami eliótsomo.
Pierwszy raz w życiu kosztowałam go w Dimitsanie, małej wiosce w greckiej Arkadii. Obudziło nas słońce, które oświetlało wioskę przyklejoną do wzgórza. Zafascynowane widokiem wypełzłyśmy ze śpiworów. Zadzwoniły dzwonki, pasterz z torbą na ramieniu pędził właśnie stadko chudych kóz. Zatrzymał się zdziwiony. Otworzył torbę i wyciągnął butelkę koziego mleka. Podziękowałyśmy: efcharistó, niepewne czy nas zrozumiał. Mleko było chłodne i strasznie śmierdziało kozą. Gdy pasterz zniknął za wzgórzem wylałyśmy je w krzaki.
Ruszyłyśmy do malowniczej Dimitsany. W wiosce trwał właśnie targ. Olbrzymie stoisko miał tam piekarz - oferował okrągłe chleby posypane sezamem, plecione bułki, placki, podpłomyki, a także pełne bakalii, gęste od wschodnich smaków ciasta.
Wpatrywałyśmy się głodnymi oczyma i liczyłyśmy w myślach studenckie pieniądze. Czy bardzo naruszymy nasz budżet, jeśli kupimy chleb wielki, jak koło od wozu.
Do piekarza podszedł pop, na lekkim wietrze powiewała jego czarna sutanna, pobłyskiwał masywny krzyż na piersi, a spod wysokiej czapki spoglądały na nas zaciekawione oczy.
- Próbowałyście greckiego chleba? - zapytał po angielsku i załadował do koszyka trzy olbrzymie bochenki. Czwarty wręczył nam: - To dla was.


Chleb z oliwkami eliótsomo


Składniki:
900 g pszennej mąki,
torebka suchych drożdży lub ok 15 g żywych drożdży,
3 łyżeczki ziarenek sezamu
1 łyżeczka soli
1/2 łyżeczki suszonego oregano
3 łyżki oliwy z oliwek
600 ml ciepłej wody
ok 250 g posiekanych oliwek, najlepiej czarnych, ale ja robię z takimi, jakie akurat mam

Jeśli używamy żywych drożdży robimy zaczyn - mieszamy drożdże z łyżeczką cukru, dwoma łyżkami wody i 2 łyżkami mąki, zostawiamy na 15 min. do wyrośnięcia.
Do dużej miski wsypujemy mąkę, dodajemy wyrośnięty zaczyn lub drożdże z torebki, dwie łyżeczki sezamu, oregano, sól, 3 łyżki oliwy. Mieszamy drewnianą łyżką (często ciasto na chleb daję maszynie do wyrobienia - w opcjach jest specjalny program pozwalający na wyrobienie ciasta bez pieczenia.), dodając stopniowo wodę.
Przekładamy ciasto na stolnicę, zagniatamy, przekładamy do miski i zostawiamy do wyrośnięcia na ok. godzinę, aż ciasto podwoi swoją objętość.
Następnie znów przekładamy na stolnicę i wgniatamy oliwki. Dzielimy na dwie części, którym nadajemy kształt okrągłego bochenka. Ten chleb powinien być dość duży i płaski. Przekładamy bochenki na blachę wysmarowaną cienko oliwą, przykrywamy ściereczką, odstawiamy w ciepłe miejsce na pół godziny. Chlebki muszą jeszcze podrosnąć.
Gdy to już nastąpi ostrym nożem nacinamy bochenki, smarujemy lekko oliwą i posypujemy sezamem. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni Celsjusza, pieczemy przez 10 minut, a później obniżamy temperaturę do 190 stopni i pieczemy ok. 30 min.
Bochenki studzimy na metalowej kratce.

11 lipca 2009

Mity greckie i klopsiki

"A dlaczego Orfeusz musiał się obejrzeć?"
"A Eros to jest za mały, żeby strzelać z łuku, bo z niego można zabić na śmierć tym zakochaniem"
"Artemida zazdrosna to jest o pająka"
"Mamo, a gdzie można kupić psa z trzema głowami?"
"A kiedy pojedziemy na ten Olimp?"
To tylko kilka z wielu pytań i obserwacji, które narodziły się w głowie czterolatka w czasie czytania "Mitów dla dzieci" Grzegorza Kasdepke (Wydawnictwo Literatura)

A ja studiuję greckie przepisy, bo jakoś zatęskniło mi się za tym krajem życzliwych ludzi. Niezmiennie zachwyca mnie prostota greckich potraw. W greckim upale nie chce się siedzieć w kuchni i pichcić, więc wystarczy dodać świeże zioła, wymieszać składniki, wrzucić na ogień i gotowe. Zaklinam deszcz za oknem i robię greckie klopsiki keftedes.



Greckie klopsiki keftedes

Składniki:
ok. 450 g mielonego mięsa (w oryginale jagnięciny, ale ja użyłam mięsa wołowo-wieprzowego),
1 cebula,
1 ząbek czosnku,
pół pokruszonej czerstwej bułki,
1 łyżka posiekanej świeżej pietruszki,
1 łyżka posiekanej świeżej mięty
sól, pieprz
1 rozmącone jajko

Mięso przełożyć do miski, dodać do niego rozgnieciony czosnek, startą na tarce cebulę, okruchy bułki, pietruszkę i miętę oraz rozmącone jajko. Wszystko wymieszać i wyrobić. Formować małe kuleczki (ok. 16 sztuk), które należy nabić na szpadki do szaszłyków. Posmarować je oliwą i piec na grillu lub ruszcie w piekarniku. Podawać z ryżem albo z greckim chlebem.

Rozwiązanie konkursu


Przepraszam za opóźnienie w rozwiązaniu konkursu. Niespodziewana podróż oderwała mnie na chwilę od internetu. Spóżniona ogłaszam wynik losowania.
The winner is: barbaratoja.
Książka "Wzgórza Toskani" Ferenca Mate wędruje do niej. Gratuluję wygranej. Życzę smacznej lektury. :)
Namiar proszę przesłać na maila sniezkagotuje@gmail.com

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...